Spotkanie

Przygodę dobrze zacząć bez nastawienia, że przygodą będzie właśnie. To co nieoczekiwane, nieplanowane przygodzie nadaje sens i znaczenie. Zaczynając pracę w Ośrodku nigdy nie myślałam, że przyjdzie mi wędrować po tylu ścieżkach, zakamarkach, w tyle miejsc zaglądać ( i nie o przestrzeni tu mowa, choć pierwsze skojarzenia z budynkiem Ośrodka prawidłowe ;-)
Myślę jednak o uczuciach, emocjach, relacjach, gestach, kontekstach, które na co dzień w tą przygodę mnie zabierają. A na początek tego nowego BLOGOWEGO rozdziału w mojej historii, przywitam się zaproszeniem do ….Spotkania.
W naszym Ośrodku słowa takie jak samodzielność, samoobsługa to niemal słowa klucze. Stosując różne metody, techniki itd. tworzymy przestrzeń, czasami i świat do doświadczeń i praktyki w tym zakresie. W każdej grupie, z każdym uczniem, każdy terapeuta, każdy pracownik stara się wypracować możliwie jak najwyższy „LEVEL” owej samodzielności. Oczywiście za każdym razem uwzględniając możliwości ucznia, choć pewnie nie zawsze zastanawiając się nad swoimi własnymi … I tak oto tworzymy być może idealny świat, zapewniając, by wszystko poszło doskonale. Ale przecież w realnym świecie, także tym najbliższym nam, nie wszystko jest i nie wszystko musi być idealne, modelowe…no bo po co ? Przecież:
- nie zawsze zęby trzeba myć zaraz po jedzeniu,
- nie zawsze kubek ma być w półeczce,
- nie zawsze kapcie mają być w szafce…
Tych NIE ZAWSZE są miliony, a jednak w warunkach ośrodkowych staramy się, by ZAWSZE było. I myślę, że nic w tym złego, jeśli wiemy jak chcemy to ZAWSZE osiągać. Bo gdy spotykamy się z drugą osobą to nie ZAWSZE cel jest istotny, ale i intencja, i nasze myślenie o tym z kim i jak chcemy się spotkać. Dlatego wcześniej wspomniałam o (możliwości) predyspozycji terapeuty. Bo jeśli ta nauka to droga do samodzielności no i przede wszystkim do samostanowienia o sobie, to po co przeszkadzać, po co coś narzucać, albo narzucać się!
Dla zobrazowania, taki przykład z życia:
W naszym Ośrodku mamy zwyczaj, że od czasu do czasu odwiedzamy naszych uczniów, ich rodziców, opiekunów w ich domach. Niektórzy z rodziców żartobliwie twierdzą, że to kontrola, lub „test białej rękawiczki”, ale nie o to w tym chodzi. Na potwierdzenie tego niech będzie poniższa historia, która jednoznacznie wskazuje na to co ważne.
I tak oto jesteśmy z wizytą w domu jednej uczennicy, podczas gdy ona w tym czasie wraca z zajęć. Wchodzi do domu, sama zdejmuje kurtkę, buty i sama odkłada je tam gdzie uznała, że będzie dobrze. Nikt tego nie kwestionuje, nikt nic nie podpowiada, nie komentuje. Następnie idzie do łazienki myć ręce, ale i tym razem nikt nie mówi ile mydła użyć, jaki duży powinien być strumień wody, co zrobić z ręcznikiem itp. Aż w końcu robię naprawdę wielkie oczy, gdy widzę jak dziewczyna podchodzi do kuchenki i sama nakłada sobie ciepły obiad, bez obawy i ostrzeżeń, że może się oparzyć, uciąć, skaleczyć. To wszystko, takie niewymuszone, takie oczywiste dzieje się „samo” …
Pewnie nieraz było co sprzątać po takim treningu samodzielności, ale jaka radość z tego, że się to potrafi.
A dla mnie szczęście, że mogłam to zobaczyć. Jak dobrze się spotkać…

Skomentuj wpis

Upewnij się że podałeś wszystkie potrzebne dane (*). Kod HTML jest niedozwolony.