Przedstawienie

„Opowieść o przemianie ludzkich serc” ujęła chyba każdego widza, który zasiadł 20 grudnia na widowni Miejskiego Domu Kultury w Ustroniu. Przedstawienie przygotowane przez pracowników Ośrodka oraz dzieci i dorosłe osoby, które korzystają ze wsparcia stowarzyszenia, wprowadziło nas w dickensowski klimat „Opowieści wigilijnej”. Scenografia, stroje i towarzyszący nam podkład muzyczny Zespołu „Cześć” oraz śpiew Maćka Pawlaka stworzyły niepowtarzalną atmosferę tego popołudnia. Brawurowo rolę starego skąpca Scrooga odegrał Jacek. Choć był literackim bohaterem tej opowieści, na deskach ustrońskiej sceny każdy z artystów był niepowtarzalny. Każdy aktor, nawet w najmniejszą z ról, włożył ogromny wysiłek i trud, by na scenę wyjść i zagrać. Widz otrzymał przedstawienie pełne wzruszeń, ale i radości z sukcesów naszych aktorów.

Kulisy tego przedsięwzięcia to praca wielu ludzi. Narodzenie się koncepcji, podział ról, dobranie strojów, przygotowanie dekoracji. Nie ma miejsca na „bylejakość”. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Kilka prób wcześniej, żadnej na scenie „Prażakówki”. Nerwy, że nie wszyscy suflerzy znają swoje role na czas, nie wiedzą kiedy i z której strony wejść na scenę. Wymiana nerwowych zdań. Trzy miesiące czuwania, kogoś kto za to odpowiada. W tym roku reżyserowały Magda i Ola. Ich duży sukces. Fenomenalne stroje to znów Monika i Ela. Dekoracje to obie nasze Beaty. Nie da się wszystkich zaangażowanych wymienić. Doskonały klimat narracji to Monika… Pomiędzy tym drobne gesty, ktoś przyniesie to, ktoś przypomni o tamtym, ktoś w czymś „zawali”, ktoś „naprawi”. Utrzymanie przez dwie godziny naszych dzieci za kulisami, to już finezja pracy pedagogicznej. A machina się toczy, kolejny raz. Niesamowicie jest patrzeć z boku jak ludzie się mobilizują. Jak powstaje niepowtarzalne przedstawienie.
W tym roku było trochę inaczej, ponieważ połączyliśmy naszą opowieść z jubileuszem 25-cio lecia naszego stowarzyszenia. Zaprosiłyśmy na scenę, tych od których wszystko się zaczęło. Było spotkanie z osobami, z którymi współpracowaliśmy, przedstawicielami władz, sąsiadami. Krótkie rozmowy siedząc na sofie. Były gratulacje i podziękowania. Sympatyczny moment. Były długie brawa dla dwóch ostatnich gości. Tych, dzięki którym mamy w Nierodzimiu działkę i budujemy nowy Ośrodek. To był moment, w którym brakło słów, jak dobrze i wyczerpująco powiedzieć dziękuję.
Tak to jest, że za całą perfekcyjną pracę kadry najwięcej pochwał otrzymuje szef. Wszyscy zabierają się do sprzątania, a szef żegna gości i słucha miłych rzeczy. Szkoda, że reżyserki nie słyszały, ile uznania ze strony gości płynęło do moich uszu. Jednak z ogromu pochlebstw dokładnie pamiętam tylko dwie. Utkwiła mi w pamięci wypowiedź naszego pracownika, który pierwszy raz brał udział w tym przedsięwzięciu. Powiedział, że zawsze jasełka w wykonaniu osób z niepełnosprawnością intelektualną kojarzyły mu się z „obciachem”. A teraz było po prostu miło być z nimi na scenie, być częścią tego przedstawienia. Pomyślałam, że to wielka sprawa. Drugi powód do dumy to email od jednej ze szkół, w którym oprócz gratulacji jest taka notatka: „Chyba trochę zazdroszczę Grona Nauczycielskiego tak zaangażowanego w swoją pracę.” Zastanowiłam się jak to jest? I wymyśliłam, że skoro jedni ludzie przychodzą, a drudzy odchodzą, a „klimat” Ośrodka pozostaje ten sam, to dzięki temu, że tworzą go nasze dzieci, ich niepowtarzalność. Ludzie się angażują, bo u nas tak trzeba.

Skomentuj wpis

Upewnij się że podałeś wszystkie potrzebne dane (*). Kod HTML jest niedozwolony.